Cykl artykułów poświęconych metabolizmowi, elastyczności metabolicznej oraz praktycznym strategiom żywieniowym w dietach low carb i ketogenicznych.
📚 Nowa/y w serii? Wszystkie artykuły, uporządkowane tematycznie, znajdziesz w Przewodniku po Środach Metabolicznych.
[Środy Metaboliczne – przewodnik]
Jesień kojarzy się z dynią, grzybami, jabłkami, śliwkami i pełnymi straganami. A ja dzisiaj chcę opowiedzieć o jesiennych zakupach trochę inaczej.
Nie o tym, co wkładam do koszyka. Tylko o tym, czego stopniowo przestaję do niego wkładać. Bo kiedy kończy się lato, w mojej kuchni zmienia się nie tylko menu. Zmienia się również sposób robienia zakupów. Nie kupuję już wielu produktów tylko dlatego, że przez cały rok leżą na półce supermarketu.
Zaczynam korzystać z tego, co przez ostatnie miesiące trafiło do mojej spiżarni.
Oczywiście, że możemy kupić pomidora w listopadzie. Ogórka w grudniu, a paprykę w styczniu. Truskawki prawdopodobnie też gdzieś znajdziemy. Współczesny sklep bardzo skutecznie zaciera granice pomiędzy porami roku. Tylko, że możliwość kupienia produktu nie oznacza jeszcze, że właśnie wtedy najbardziej chcę go kupować. Latem pomidory, ogórki, cukinie czy papryka są naturalnym elementem mojej kuchni. Kiedy ich sezon dobiega końca, nie próbuję za wszelką cenę odtwarzać go jesienią i zimą. Zmienia się pora roku. Więc zmienia się również moja kuchnia.
Latem przygotowywałyśmy domową spiżarnię nie po to, żeby słoiki ładnie wyglądały na półkach. 😉
Teraz zaczyna się moment, w którym naprawdę z nich korzystamy. Zamiast kupować świeże ogórki poza sezonem, mogę otworzyć słoik kiszonych ogórków. Zamiast kolejnej tacki przeciętnych zimowych pomidorów - sięgnąć po przetwory pomidorowe przygotowane wtedy, kiedy pomidory były dojrzałe i pełne smaku. Do tego dochodzą produkty zamrożone, suszone czy przygotowane wcześniej w innej formie.
Ale własna spiżarnia wcale nie jest warunkiem.
Jeśli nie robisz domowych przetworów, wiele z nich możesz po prostu kupić. Kiszone ogórki i kapustę, przeciery i passaty pomidorowe czy mrożone warzywa bez problemu znajdziesz w sklepach przez cały rok. Warto tylko zrobić to, do czego często zachęcam - przeczytać skład. Im prostszy, tym lepiej. Ogórki kiszone naprawdę nie potrzebują cukru, a przecier pomidorowy całej listy dodatkowych składników.
Nie chodzi więc o to, żeby każdy we wrześniu zamieniał kuchnię w małą przetwórnię. 😉 Chodzi o zmianę sposobu myślenia, bo poza sezonem świeży produkt nie zawsze musi być pierwszym wyborem. Czasami lepszym i bardziej praktycznym rozwiązaniem będzie jego wersja kiszona, mrożona, suszona albo zamknięta w słoiku - przygotowana samodzielnie lub dobrze wybrana w sklepie.
I nagle okazuje się, że sezonowość nie oznacza, że przez pół roku nie wolno mi czegoś jeść. Oznacza raczej, że korzystam z tego produktu wtedy, kiedy jest na niego najlepszy czas, a poza sezonem wybieram inną jego formę.
👉 [Domowa Spiżarnia - przewodnik po serii.]
Tutaj moja odpowiedź jest jeszcze prostsza.
Jesienią praktycznie ich nie kupuję.
Nie dlatego, że owoce są „zakazane”. Po prostu w moim sposobie żywienia nie stanowią produktu, który musi znaleźć się w jadłospisie przez cały rok. Latem, kiedy pojawiają się sezonowe truskawki, maliny czy borówki, czasami z nich korzystam. Kiedy sezon się kończy - nie szukam dla nich zamiennika sprowadzonego z drugiego końca świata tylko dlatego, że „powinno się jeść owoce”.
To kolejny przykład tego, że jadłospis nie musi wyglądać identycznie przez dwanaście miesięcy.
I tutaj bardzo przydaje się coś, co już przygotowałam:
Kalendarz sezonowości warzyw i owoców.
Zamiast zastanawiać się podczas każdych zakupów, czy dany produkt jest właśnie w swoim naturalnym sezonie, można po prostu sprawdzić.
👉 [Zobacz Kalendarz sezonowości warzyw i owoców]
Ale potraktuj go jako wskazówkę, a nie kolejną listę nakazów i zakazów. Bo sezonowość ma ułatwiać wybory, a nie tworzyć następny zestaw zasad, których trzeba pilnować.
Paradoksalnie lista robi się prostsza.
Podstawy mojego sposobu żywienia właściwie się nie zmieniają:
🥩 mięso,
🐟 ryby,
🥚 jajka,
🧈 naturalne tłuszcze,
🧀 nabiał, jeśli dobrze go toleruję.
Zmieniają się przede wszystkim dodatki. Zamiast kupować przez cały rok ten sam zestaw warzyw, wykorzystuję to, co akurat jest dostępne sezonowo, oraz zapasy przygotowane wcześniej.
Jesienią mogą więc pojawić się:
🎃 dynia,
🍄 grzyby,
🥬 kapusta,
🥦 warzywa kapustne,
🧅 cebula i czosnek,
🥕 warzywa korzeniowe - w ilości dopasowanej do mojego sposobu żywienia,
oraz oczywiście zawartość spiżarni i zamrażarki.
To jeden z tych produktów, na które naprawdę warto poczekać. Nie potrzebuję ich przez cały rok. Ale kiedy przychodzi jesień i zaczyna się sezon grzybowy, chętnie wykorzystuję je w kuchni. I dokładnie tak będzie w tym tygodniu.
Z naszego Rosołu Babci Uli powstanie kolejna zupa z październikowej serii. Tym razem:
🍄 zupa grzybowa z wołowiną.
Rosół będzie bazą.
Wołowina - konkretną wkładką.
A świeże grzyby nadadzą jej smak.
Czyli dokładnie według schematu, który pokazałam tydzień temu w artykule:
I tym razem sezon sam zdecydował, co znajdzie się w garnku.
Czasami myślimy o sezonowości jak o kolejnej zasadzie: tego teraz nie wolno kupować.
Ja wolę spojrzeć na nią zupełnie inaczej.
Nie muszę mieć wszystkiego przez cały rok.
Latem korzystam z pomidorów, ogórków, cukinii czy sezonowych owoców. Część z nich zamykam w słoikach albo zamrażam. Jesienią pojawiają się dynie i grzyby. Zimą przychodzi czas na jeszcze inne produkty. A podstawy posiłku pozostają właściwie takie same. Dzięki temu nie potrzebuję kilkudziesięciu nowych przepisów na każdą porę roku.
Zmieniają się dodatki. Zmieniają się smaki. Zmienia się zawartość straganów.
I właśnie to sprawia, że kuchnia nie jest przez cały rok taka sama.
Spójrz na warzywa i owoce w swoim koszyku i zadaj sobie trzy proste pytania:
Czy to jest teraz sezonowe?
Jeśli nie - czy mam jego sezonową wersję w spiżarni albo zamrażarce?
I czy naprawdę potrzebuję tego produktu tylko dlatego, że przyzwyczaiłam/em się kupować go przez cały rok?
Czasami najlepszą zmianą na jesiennej liście zakupów nie jest dopisanie kolejnego produktu.
Jest skreślenie kilku z nich.
👉 Zapisz się na newsletter
i nie przegap kolejnych Śród Metabolicznych oraz nowych materiałów na blogu.